wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 7 Śmierć?

Niestety radość była przed wczesna. Wybuch był tak z dużą siła, że odepchną dwójkę magów parę metrów dalej. Najbardzej ucierpiała Lucy. Natsu miał tylko parę siniaków i zadrapań, za to Lucy miała tego pełno. Oczywiście była nieprzytomna, Dragneel jakimś cudem nie zemdlał. Gdy zobaczył w jakim stanie jest jego dziewczyna szybko pobiegł z nią do lekarza, a potem sam musial uratować Levy. Gdy do niej dotarł i szybko ją rozwiązał.
- Dzięki Natsu gdzie jest Lu-chan?
- Eeeee to więc......
Jednak mu przerwała i pociągła  za sobą.
- Nie teraz  mamy inny problem.
Wskazała na bandytów, którzy biegli za nimi. Po 20 min jakoś przed nimi umkneli. Chywilę odpoczeli i ruszyli po blondynkę. Dotarli do szpitala i weszli do niego.
- Hę szpital co się stało Lucy Natsu?
- Etto jak biegliśmy cię uratować to wpadłem na pomysł,żeby wejść przez okno,jednak nie był on dobry. Zaczeła nas gonić straż. Jedynym sposobem by od nich uciec był samochód co oczywiście mi się nie spodobało. Ona jednak mnie nie posłuchała i weszła do niego razem ze mną . Po jakimś czasie zauważyła ślepą uliczkę do tego jeszcze bardziej przyśpieszyła, a gdy zbliżaliśmy się do zderzenia to ona momentalenie wyskoczyła przytulając mnie do piersi. Niestety ekspolzja buła tak wielka,że ją zraniła bardziej niż mnie.
Niebieskowłosa nie mogła w to uwierzyć po jej twarzy zaczzeły spływać łzy.
- E-ej nie płacz przecież nie umrze.
Próbował ją pocieszyć  jednak bezskutecznie. Czekali tak na poczekalni on załamany ona płacząca. W pewnym momencie doszła do nich młoda pielęgniarka.
- Emmm Natsu Dragneel i Levy Mcgraden?
- Tak
- Proszę za mną.
Zprowadziła ich do małego pokoju z biurkiem, przed którym siedział doktor i dwoma krzesłami naprzeciwko niego.
- Jesteście proszę usiądźcie.
Tak zrobili. Widząc, że doktor ma smutną minę domyślali się o co chodzi.
- Panienka Lucy ma uszkodzone oba żebra po za tym ma krwiaka obok serca. Będzie teraz operowana, ale szanse na przeżycie ma minimalne. Proszę poczekać na zewnątrz wezwiemy was na wyniki.
Dwoje zszokowany magów wyszło za drzwi. To co usłyszeli doprowadziło Mcgraden do jeszcze więkrzego płaczu, a różowowłosego do jeszcze większego załamania. Siedzili tak zmartwieni. Bali się, że Lucy może umrzeć. Nikt z nich się nie odzywał. Po paru minutach doktor chciał ponownie wydzieć magów. Zjawili się u niego jak najszybciej tylko można.
- Więc  jak poszło?
Zapytali się. Doktor pozostał taki jak był (ze smutną twarzą dop.a).
- Przykromi zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy.
- Że co!!
Krzyknął Natsu i zaczął szarpać Doktora. Na szczęście w porę powstrzymała go Levy.
- Przestań to i tak nic nie da-powiedziała smutno.
W końcu chłopak uspokoił się, puścił mężczyznę i oboje wyszli ze szpitala ze łzami w oczach. (Natsu i płacze...żadki widok >,> dop.a)
*********
Wybaczcie musiałąm dodać trochę smutasów, ale nie martwcie się Lucy nie umrze ^^. A jak to się stanie to zobaczyćw kolejnym rozdziale~Naomi.